Strona Główna O nas Nasze książki Wydania zbiorowe Nasze płyty Kronika foto Linki Kontakt 26.05.2018 19:46
Nawigacja
Izabela Zubko
Ludwik Wambutt
Mariola Roman
Dariusz Rączka
Leokadia Michalak
Roman Michalak
Joanna Mioduchowska
Zofia Marks
Agata Kyzioł
Zbigniew Kurzyński
Elżbieta Kurczyńska-Sołowiej
Andrzej Kubiak
Tadeusz Knyziak
Joanna Jankowska
Joanna Iwanicka
Aldona Homziuk
Jarosław Dłużniak
Piotr Chróściak
Danuta Bartoszuk
Ś.p. Barbara Szafrańska
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 1
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: Oxyvia
Agata Kyzioł






Agata Maria Kyzioł 'Ata'

Ur. 1975 r. w Katowicach, obecnie mieszka w Warszawie.
Z wykształcenia technik ekonomista i nauczyciel bibliotekarz.
Należy do II Oddziału Warszawskiego SAP oraz do grupy literackiej Terra Poetica.
Poetka liryczna, czasem humorystyczna, pisze wiersze rymowane i białe.
Debiutowała w almanachu Terry pt. Odbicia. Wraz z Janem Siwmirem opublikowała tomik Ty i Ja oraz z kilkorgiem innych poetów - antologię wierszy i prozy poetyckiej pt. Eroticon, następnie z kilkoma poetkami-bibliotekarkami opublikowała antologię pt. Podróże...
Wiersze i felietony Agaty można czytać na łamach wielu czasopism literackich. Jej twórczość poetycką doceniło jury konkursu miesięcznika Ex Libris 43bis, honorując wyróżnieniem i publikacją na swoich łamach.
Publikuje wiersze także na autorskim blogu: Link.











Noc świętojańska

Pachnącego latem,
zerwałam przed świtem,
kiedy ćmy ukradkiem
niosły noc na skrzydłach

Westchnąłeś, a potem
na leśnym poszyciu
nieśmiertelna chwila
rosą w klejnot stygła.

Wtopiłam się w brzozę,
drabinę do nieba,
co oczy wstydliwie
zakryła listowiem.

Pień milczy o wszystkim,
co widział pod drzewem.
Złudzenie czy prawda -
nigdy się nie dowiesz.


***

poprosiłem o herbatę
dałaś mi filiżankę zielonej
mocnej
bez cukru
trochę gorzkiej

dotykałem twojego ciała
ostrożnie
jak miśnieńskiej porcelany

wtedy właśnie pokochałem
zieloną herbatę









Przedwyborczo

Gorący gejzer słowa pryska
z zapętlonego w krawat pyska,
gdy niczym cezar – rządzi, dzieli,
choć we łbie pusto jak w kościele.

I peroruje z wielką swadą,
puste frazesy hojnie sadząc,
zdumiewa potoczystą mową,
co mózg wyżera na surowo.

A tłum wpatrzony niby cielę,
klaszcząc, do stóp się mówcy ściele
i trzema krzyżykami daje
zgodę na cios poniżej jajec.









Rajstopy

Moja muza jak Walkiria pierś ma bujną,
dzięki czemu dłonie pełne szczęścia miewam,
niczym okręt fale tłumu pruje rufą
z taką dumą, że wyrazić się tu nie da.

Chciałem kiedyś mój krążownik obdarować,
przy okazji ucztę pichcąc własnym zmysłom,
już pieściłem w wyobraźni na jej nogach
nabłyszczanych rajstop gładziuteńki nylon

Kuszą nieodparcie myśl opięte kształty
tego raju, którym plecy nazwę kończą -
rozmarzyłem się, aż w ręce w sklepie wpadły
dwa rozmiary mniejsze – wzięte tak na oko.

Nie zapomnę nigdy okrucieństwa chwili
kiedy wyszedł na jaw rajstopowy pech
ukochane stopy jakoś się zmieściły
ale wzmiankowany raj niestety nie.











Tryptyk Li(me)ryczny

Raz niewiasta z meldunkiem w Piwnicznej
zapragnęła się oddać lirycznie,
mimo sporej ochoty
wieszcz nie zabrał jej cnoty,
za to pijak ją wziął za litr czystej.

Można pani, gdzieś rodem z Podhala
księcia chciała i śniła o balach.
Nie pasował jej baca,
gryzła w ręce wszak praca
więc dziewicą umarła na halach

Młoda panienka z dobrego domu
rzekła publicznie: nie dam nikomu!
Chłopcy wsparci gorzałką,
podzielili się działką -
wychędożyli ją po kryjomu.






Zimowe szaleństwo

Już z końcem października z każdej strony zaczynają nas bombardować gwiazdki, choinki, bombki, reniferki i bałwanki (jakby wokół było ich za mało bez względu na porę roku), a wszystko to razem lśni, migocze i brzęczy tysiącem dzwoneczków, powodując oczopląs. Obłęd wlewa się w uszy krzykliwymi reklamami tego, co koniecznie musimy nabyć, bo inaczej nastrój i świąteczne drzewko zwiędną, a my razem z nimi. Póki co więdną uszy. Medialnie i nie tylko, ze szczególnym uwzględnieniem nieletnich, stajemy się podmiotami molestowania, które w innych przypadkach skończyłoby się w sądzie.
Tymczasem, całkowicie poza prawem, działają szajki ofiar zbyt wielu hot-dogów, w przyciasnych, wściekle czerwonych wdziankach z futrzaną lamówką, która skłoniłaby każdego szanującego się mola do drastycznej diety głodowej, nawet na przednówku. Sztuczne, krzaczaste zarośla gębowe, udające brody, wąsy i inne owłosienie, dawno zapomniały czasy śnieżnej bieli. Nasi milusińscy są straszeni facjatami żywcem wypełzłymi z kronik policyjnych, a fioletowe nosy tychże indywiduów wyraźnie wskazują barwą na rodzaj ulubionych trunków rozgrzewających ich właścicieli. Dodajmy do tego oddech, powalający wszystko, co znajdzie się w zasięgu powiewu wiatru, oraz ochrypły rechot HO! HO! HO! HO!, brzmiący jak odgłosy z kanalizacji nieużytkowanego od stuleci budynku. Na ten cudownie świąteczny dźwięk, pozostające na zimę ptactwo reaguje obłędem w ślepiach i z głośnymi plaśnięciami odnajduje najbliższy mur. Dziwi Was to? Też mam ochotę lecieć w ich ślady.
Kolejny malowniczy obrazek – rodzinne zakupy przedświąteczne we współczesnych odpowiednikach kościołów, gdzie gromadzą się tłumnie ludziska na coniedzielne oddawanie czci Mamonie. Kapłani hipermarketowych ołtarzy oferują promocje, przeceny i inne niespodzianki. O ileż bardziej kuszące niż jakieś tam nudne odpusty. Bliżej stąd chyba do roz-pusty. Otóż wyobraźmy sobie rodziców z dwójką dzieci w tej świątyni dóbr wszelakich. Idealny mąż powinien w tym wypadku być miłośnikiem, a wręcz mistrzem, sportów ekstremalnych, bowiem tylko taki zdoła utorować swojej połowicy i latoroślom dostęp do upragnionych nabytków, a następnie do kasy, pokonując w tym celu hordy rozpasanej tłuszczy jemu podobnych. Warto w tym miejscu przypomnieć o obowiązkowych ubezpieczeniach zdrowotnych, gdyż mało komu udaje się wyjść z tego bez szwanku. Idealna żona z kolei, winna cechować się nerwami ze stali i odpornością na scenki rodzajowe serwowane przez progeniturę. Niejedna matka, w chwili, gdy jej pociecha wrzeszczy i wykonuje taniec świętego Wita na posadzce przy regale z upragnioną zabawką, której koszt oczywiście znacznie przekracza budżet rodzinny, myśli sobie, że Herod to był wielki król. Niewiniątka – akurat! Terroryści najgorszego sortu, gorsi od zaturbanionych wyznawców świętej wojny.
Wreszcie przychodzi ten wielki dzień, okupiony akcją porządkową na miarę czyszczenia stajni Augiasza. Najmłodsi podnoszą bunt, gdy rodzina nie siedzi przy stole równo z pojawieniem się pierwszej gwiazdki. Nie chcę nawet myśleć co stałoby się, gdyby pod choinką zabrakło prezentów – potem pewnie nie byłoby komu walczyć nawet na maczugi. Załóżmy, że wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik o czasie i zaczyna się wielkie święto obłudy. Nagle ciocia, która cały rok wieszała psy na swojej siostrze i jej małżonku, obściskuje i obcałowuje rzeczonych w szaleńczym wybuchu najszczerszych uczuć. Mąż innej cioci, zmuszający ją często do zakładania okularów słonecznych nawet w pochmurne dni i ukrywania zmieniających kolory siniaków pod grubą warstwą twarzowej tapety, odgrywa publicznie sir Galahada, czy innego Lancelota. Nagle wszyscy się kochają i życzą sobie szczęścia. A gdzie te siekiery, z którymi na co dzień czają się za plecami krewnych i nie tylko? Nawet stryjowie zachowują się tak, jakby nigdy nie wydzierali sobie zębami w sądzie skrawków ojcowizny. Po prostu sielanka. Mdli mnie od nadmiaru słodyczy, która jutro pozostawi posmak cykuty. Normalna nienormalność.
Nie mogę tu nie wspomnieć o wspaniałości tradycji – życzenia z opłatkiem (a w myślach marzenie o laleczce, w którą można powbijać wszystkie posiadane igły), siano pod obrusem (a u wielu także w głowie), potrawy w wymaganej liczbie i gatunku (w znacznym nadmiarze i udziwnieniu, bo każda baba chce przebić drugą kulinarnej orgii), no i oczywiście nakrycie dla nieoczekiwanego gościa. A niech no tylko taki się pojawi! Niedoczekanie! Należałoby raczej powiedzieć – dla gościa, który w żadnym wypadku przyjść nie powinien, bo przecież odwiedziny bez uprzedniej zapowiedzi są wbrew wszelkim zasadom bon ton. Pechowcy w tym momencie z pewnością usłyszą dzwonek do drzwi, tudzież inny domofon. Jeśli zirytowany gospodarz imprezy otworzy, i znajdzie na progu zziębniętą, mocno woniejąca naturą i wyraźnie głodną istotę, prawdopodobnie ludzką (choć pod łachmanami i brudem ciężko to stwierdzić z całą pewnością), to co Waszym zdaniem zrobi? Wykorzysta ten cały przerost środków spożywczych nad możliwościami konsumpcji, oraz puste nakrycie w zgodzie z piękną staropolską tradycją? Czy skorzysta z tradycji bardzo nowożytnej, nagłośnionej przez wszechobecne media i rzuci, wzorem znanego współczesnego rodaka: „spieprzaj dziadu!”. Trzaśnięciem drzwi (zwłaszcza gdy między nimi, a futryną będą jeszcze palce śmiałka) przypieczętowana zostanie chrześcijańska gościnność, o miłosierdziu nie wspomnę.
I jak tu nie kochać świąt? Zazdroszczę Dziewczynce z zapałkami.

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Brak postów.
Powered by PHP-Fusion © 2003-2006 Brasil-Fusion Theme by: IceWasp 647,649 Unikalnych wizyt

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie