Strona Główna O nas Nasze książki Wydania zbiorowe Nasze płyty Kronika foto Linki Kontakt 26.05.2018 19:43
Nawigacja
Izabela Zubko
Ludwik Wambutt
Mariola Roman
Dariusz Rączka
Leokadia Michalak
Roman Michalak
Joanna Mioduchowska
Zofia Marks
Agata Kyzioł
Zbigniew Kurzyński
Elżbieta Kurczyńska-Sołowiej
Andrzej Kubiak
Tadeusz Knyziak
Joanna Jankowska
Joanna Iwanicka
Aldona Homziuk
Jarosław Dłużniak
Piotr Chróściak
Danuta Bartoszuk
Ś.p. Barbara Szafrańska
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 1
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: Oxyvia
Tadeusz Knyziak





Tadeusz Krzysztof Knyziak - pseudonim artystyczny: Coobus.
Adres do korespondencji: Link


Urodzony w 1948 r. w Warszawie. Wiersze publikuje pod pseudonimem artystycznym.
Autor tomików wierszy: Chwile i Światłocienie, a także współautor almanachów i antologii wydanych przez stowarzyszenia i portale literackie: Grzechy niepopełnione, Kocha się za nic, Gorąca cegła, Widok z okna, Schody, jak również wydań pokonkursowych. W pierwszym kwartale 2016 roku ukaże się kolejny tomik autora i dwie następne antologie z jego udziałem.
Od kilku lat związany z Przyjaznym Portalem Literackim Ósme Piętro. W antologiach tego portalu można znaleźć także krótkie opowiadania autora.
Przejściowe ślady w postaci próbek swojej poezji zostawił także na kilku innych portalach. Zamieszcza wiersze w internetowych grupach poetyckich: Ogród Poetów, Pisz i czytaj wiersze, jak również w Grupie poetyckiej im. Zbigniewa Herberta.
Prowadzi blog archiwalny własnej twórczości coby99.bloog.pl. Jasne wrzosy.
Od 2014 roku pojawił się w konkursach poetyckich, znacząc swój udział licznymi nagrodami i wyróżnieniami. Był także jurorem w konkursie Portalu Literackiego Fabrica Librorum.
Członek Warszawskiego II Oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich oraz nieformalnego Klubu Poszukiwaczy Słowa w Piasecznie pod Warszawą.
W swojej poetyckiej twórczości preferuje lirykę i tradycyjne formy rymowane, nie stroni jednak od form bardziej współczesnych.








I śnią swój sen uliczny

ulica ludźmi płynie pośród kamiennych brzegów,
kamienny bruk podmywa, kamienne ściąga niebo,
a ludzie jak kropelki, jak liście wśród gałęzi
koryta napełniają, mnogością, masą , pędem...
na ich codziennych twarzach, odświętnie pospolitych,
czasami niby-uśmiech, czasami niby-smutek
nie nakładają dużo, bo nie chce im się więcej,
kryją w spojrzeniach błyski, nicością przysłonięte,
i śnią swój sen uliczny, nim przyjdzie go wybudzić,
ci ludzie...


Przetrwanie

tamta noc
kiedy umarłaś
nie była nocą ani ostatnią ani pierwszą
ani bezchmurną ani burzliwą
zamiast schodzić w dół pięła się w górę
nie biorąc pod uwagę możliwości upadku

a ta noc
gdy znów powracałaś do życia
okazała się tą samą nocą
właśnie drgnęły przymknięte powieki
i świadomość podążyła śladami krzykliwej skargi
uwięzionego w ciemności ptaka

gdy otwierałaś oczy wskazówki zegara
powracały
na swój odwieczny kurs
czas po krótkiej przerwie
szykował się do dalszej wędrówki

woda wciąż kołysała się w szklance


Zatrzymana w kadrze

zatrzymałem ją w wierszu
oddałem wieczności
z duszą chorą drepczącą po barierce mostu
z rzeką która w jej stronę wyciągała dłonie
z zielenią ściekającą
z nabrzeżnych porostów

szukałem dla tej chwili
słów niewybarwionych
niejaskrawych lękliwych jak jej szare oczy
dopasować je chciałem do powagi stali
którą rzekę przecięto
by mogła w nią skoczyć

i stały tak przez chwilę
złączone bezdechem
jej dusza i ta moja ciągle jeszcze biała
wystraszyły się lustra wolno zeszły z mostu
poczłapały za nimi
bezrozumne ciała


Kocha się za nic

milczymy
zasłuchani
w drobne kroki czasu
w przestrzeni międzygwiezdnej zostawiamy ślady
przesuwamy spojrzeniem zwęglone obłoki
tworzymy własną inność
w porywie odwagi

kocham cię
nie wiem za co
można przecież za nic
za niewielki okruszek niezwykłych ośmieleń
za niebo zrysowane iskierką zadrapań
od spojrzeń prowadzonych
na smyczy perseid

to prawda
można za nic
można świat wyłączyć
to tak jak w otulinie górskiego potoku
ten jeden kamyk podnieść zacisnąć go w dłoni
i zabrać w dalszą drogę
i czuć jego spokój

milczymy
nad kamykiem
właśnie podnoszonym
nad słowem nic z którego pisklę się wylęgnie
sięgamy po nie razem by mocą milczenia
przekuć struchlałą nicość
w kosmiczną materię


Snem przywołujesz 

Sfruniemy z wyżyn, albo może świat się do nas wzniesie,
powyrywa kotwice, drzewom wplecie skrzydła.
Pospadają portfele, smartfony, adresy,
nikomu niepotrzebne na niebieskich wydmach.

Niebywałe, jak łatwo rytm kroków roztrwonić
w tak krótkim wypoczynku od wyścigu szczurów.
Może jutro już było, lecz świt je przegonił,
a wczoraj wciąż z mozołem wspina się pod górę.

Jak byłem, tak wciąż jestem, z konsekwencją bytu,
choć na chwilę próbując wyrwać się ze stada.
Zapuszczam się w rewiry jeszcze nie odkryte,
gdzie snem mnie przywołujesz i snem odpowiadam.

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Brak postów.
Powered by PHP-Fusion © 2003-2006 Brasil-Fusion Theme by: IceWasp 647,634 Unikalnych wizyt

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie