Strona Główna O nas Nasze książki Wydania zbiorowe Nasze płyty Kronika foto Linki Kontakt 15.11.2018 23:06
Nawigacja
Izabela Zubko
Ludwik Wambutt
Mariola Roman
Dariusz Rączka
Leokadia Michalak
Roman Michalak
Joanna Mioduchowska
Zofia Marks
Agata Kyzioł
Zbigniew Kurzyński
Elżbieta Kurczyńska-Sołowiej
Andrzej Kubiak
Tadeusz Knyziak
Joanna Jankowska
Joanna Iwanicka
Aldona Homziuk
Jarosław Dłużniak
Piotr Chróściak
Danuta Bartoszuk
Ś.p. Barbara Szafrańska
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 1
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: Oxyvia
Andrzej Kubiak
Andrzej Kubiak 'Szarobury'

Ur. w 1958r. Mieszka w Warszawie.
W swoim życiu był robotnikiem na taśmie w fabryce samochodów, żołnierzem zawodowym, szefem zaopatrzenia w zakładzie przemysłowym, handlowcem.
Mieszkał w wielu miejscach Polski, najdłużej zatrzymał się na obrzeżu Puszczy Kampinoskiej niedaleko Modlina.
Pasjonuje się poezją, fotografią i kosmosem.
Pisywał wiersze w wieku szkolnym, potem na kilkadziesiąt lat porzucił pióro, a ponowną przygodę z poezją zaczął zupełnie niedawno. W swoich wierszach porusza tematy egzystencjalne, pisze liryki miłosne, zachwyca się pięknem przyrody.
Dwukrotnie był laureatem Turnieju Jednego Wiersza w Otwocku. Dużym sukcesem było zaproszenie na zjazd poetów do Kruszwicy na XXIV Ogólnopolskie Literackie Spotkania Pokoleń, a jeszcze większym - wyróżnienie w XXV Spotkaniach Pokoleń w Kruszwicy w 2013 r. Kilka jego wierszy zostało opublikowanych w antologiach wydanych po tych spotkaniach.
Zdobył też następujące laury:
III nagroda w Turnieju Jednego Wiersza w Otwocku w maju 2012;
II nagroda w Turnieju Jednego Wiersza w Otwocku, listopad 2012.
Jego nagrodzone w turniejach wiersze zostały opublikowane w antologii pokonkursowej.
Ponadto opublikował swoje wiersze wojenne i fotografie miejsc pamięci narodowej Mazowsza w zbiorze opowiadań i wierszy wielu autorów pt. Ostatni Świadkowie. Wspomnienia i wiersze o II wojnie światowej (Księży Młyn, Łódź 2014).
Jest członkiem grupy Terra Poetica oraz Stowarzyszenia Autorów Polskich II Oddziału Warszawskiego.










puszczaniec

kiedy usłyszysz pośród chmur
szarych jak smętny dzień styczniowy
głos (który przeciął ostry mróz)
odbity od pnia białej brzozy
od krępych sosen tam gdzie głóg
bezlistnym snem podsypia w rowie

głos który przebiegł każdy dukt
na wzgórzach czesał trawy płowe
po śladach tropił sarni cień
polany leśne objął wpół
o chmury szare jak ten dzień
otarł się aby opaść w dół

przylgnę do twoich drobnych stóp
ogrzeję ciepłem moich dłoni
z miłości wzniosę wielki mur
przed strachem nocy cię osłonię
śpij słodko i niech płyną sny
wiosenna łąka srebrny strumień

ja spadnę z nieba choć nie dziś
bo jeszcze latać tak nie umiem









Teatr

Już czas złośliwiec przyprószył mi skronie
srebrem księżyca, choć ty mówisz - siwy,
speaker unosi w górę napis "KONIEC",
i słucham grzmotu lecącej kurtyny.

Braw tu nie czekam, nie ma tutaj widzów,
sam cały sobie jestem tym teatrem,
grałem jak mogłem - tego się nie wstydzę,
a teraz pora odwiedzić już szatnię.

Dramat jakich wiele, bez zbędnych antraktów,
on mnie nie uczynił wybrańcem bohemy,
a ja mam nadzieję wraz z niknącym światłem,
że ktoś mi napisze po końcu suplement.

Kiedy świat się zaciera w coraz słabszym blasku,
gdy już cisza wokoło, coraz mniej szczegółów,
w duchu modlę się : Panie, bądź w niebie mi - Jasny
i spraw aby sztuka ta miała continuum.


oczyszczanie

jeszcze u krańca nocy
różowo-białe zmartwychwstania
horyzont nabiega krwią
z rozdartej słońcem aorty
i cisza
jedyna przypadłość po sójkach
które tu miejsca nie zagrzały

w szeleście opadających liści
jest jakaś beznamiętność
ostateczność prawdy przemijania
niezauważalnej w pochodzie
dni i nocy tak podobnych
znużenie kolejnym misterium przygotowań
do odwiecznego katharsis w mrozie i śniegu

idąc do ciebie mijam opuszczony dom
tak stary że przeżył już wszystkie wspomnienia
beztroski i ciepła dzieciństwa
dziurawy dach przepuścił poczucie bezpieczeństwa
koślawe powieki okiennic opuszczone
na czarne oczodoły okien

jestem jak ten dom

dopóki nie oprę dłoni na twoich biodrach


lustro

aż się zapadnie w siebie bezgraniczne niebo
zajdą srebrne księżyce spadną wszystkie gwiazdy
nowy dzień rozbudzony nie wedrze się w ciemność
rannych zórz krwawą kreską i różowym blaskiem

może snem tylko była ta błękitna ziemia
światło słońca rozbłyskiem marzeń wśród otchłani
a nigdy nie istniały te rzeki kamienie
ciepłe deszcze i lasy - świat tylko cię mamił

może zbudzisz się kiedyś gdy wszystko już było
przerażeniem ciemnością otoczy cię pustka
lecz tej pustki też nie ma to się tylko śniło
a życie minęło z drugiej strony lustra


Taka jesień

O poranku, gdy granat nocy tleje w błękit,
a szarość obłoków zapada się w fiolet,
tuman mgły mleczno-bury przypada do ziemi
i tężeje na trawach jak kryształki soli.

I cisza się ściele niczym biała wata,
i gwiazdy konają, coraz bardziej bledsze,
żaden ptak rozbudzony już się nie rozgada,
a drzewa w zadumie szeleszczą na wietrze.

Kiedy słońce wypali mgieł siwą opończę,
a na łąkach roziskrzą się diamenty rosy,
wiatr jak chmurę ptaków porwie liście złote,
rzuci w górę i w serce, łzę wyciśnie z oczu.

Taką jesień, gdy niebo jak błękitny metal
taflą zimną, bezchmurną zawiśnie nad głową
gdy czerwienią, złotem płoną w słońcu drzewa,
taką jesień do zimy zabieram ze sobą.


***(a za krawędzią snów)

a za krawędzią snów wciąż czekam
i tylko tam dla ciebie jestem
przychodzę niosąc światło w rękach
nienapisane nigdy wiersze

z blasku księżyca strunę - cienką
gdy dotkniesz to srebrzyście zagra
i garście gwiazd lecz czy na pewno
odgadniesz która twoja gwiazda?

błyszczące sukno płaszcza nocy
podbiję najcieplejszym futrem
i będę śmiał się prosto w oczy
by już nie były nigdy smutne

lecz za dnia jestem ledwo cieniem
odchodzę kiedy ciemność rzednie
bo przecież sama jeszcze nie wiesz
czy chcesz bym z tobą był i we dnie


***(zabierz stąd)

zabierz stąd ciszę skłębionych obłoków
sunących niebem wolno bezszelestnie
i bezruch liści zastygłych w niepokój
gdy las zamiera na chwilę przed deszczem

weź chłód wieczoru gdy ostatnie zorze
zasypał całkiem czarny popiół nocy
pustkę pokoju w której już nie złożę
nic oprócz pieśni smutku i tęsknoty

wypełnij przestrzeń najczystszym uśmiechem
i blaskiem oczu śmiejących się do mnie
tak bardzo pragnę usłyszeć raz jeszcze
to twoje KOCHAM proszę Asiu powiedz

23.08.2012

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Brak postów.
Powered by PHP-Fusion © 2003-2006 Brasil-Fusion Theme by: IceWasp 674,993 Unikalnych wizyt

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | fashionideas.icu